Tarta poducha czyli codziennie coś nowego

Rysunek trzech tart z Tartej Poduchy

Miejsce, w którym znajduje się Tarta Poducha było mi dość dobrze znane, gdyż odkąd pojawiam się we Wrocławiu przewinęły się tam aż trzy lokale gastronomiczne. Jednak o ile wszystkie poprzednie były dostosowane do studentów, Tarta Poducha celuje w troszkę zamożniejszą część społeczeństwa co przy okazji oznacza dużo wyższą jakość 🙂

Ciekawe jest też to, że codzienne dostępne są inne tarty. Co prawda ja wybieram raczej te na słodko, ale pieką tam też wersje wytrawne i z tego co próbowałam są równie pyszne 😉

Rysunek tarty z Tartej Poduchy z truskawkami i czekoladą oraz szklaną lemoniady

Moją przygodę z tartami w Tartej Podusze zaczęłam od tarty z truskawkami i czekoladą. Jak widać czekolady było aż tyle że ledwo mieściła się na kawałku. Do tego sezonowe truskawki i mamy jedno z lepszych połączeń smakowych. Mimo, że dominuje tu biała czekolada całość jest bardzo zrównoważona i mimo wielkiego kawałka nie „zasładza” nas za bardzo. A jak coś można się „odsłodzić” pyszną lemoniadą 😀

Rysunek tarty z Tartej Poduchy z borówkami i czerwoną porzeczką oraz szklanką lemoniady

Drugą tartą jaką narysowałam jest tarta borówki z porzeczką na chłodnym serniku. Bardzo przyjemne, owocowe połączenie i fajne, chrupkie ciasto. Jak w przypadku wszystkich tart, kawałek jest ogromny więc ostrzegam 😉

Rysunek tarty z Tartej Poduchy o smaku Kinder Bueno ze szklanką lemoniady

Na koniec coś w troszkę innym klimacie, a mianowicie tarta Kinder Bueno. Wzorowana oczywiście na dość znanym batoniku (zresztą jednym z moich ulubionych). Fanów klasycznego wydania tej przekąski może zaskoczyć, że jest to dużo mniej słodka tarta niż można by się spodziewać, ale to prawdopodobnie dlatego że celuje bardziej w wersję deserową niż mleczną. Zresztą biorąc pod uwagę wielkość kawałka, tarta równie słodka co klasyczny batonik byłaby bardzo trudna do zjedzenia ^^

Tarta Poducha jest czymś czego w okolicy uczelni zdecydowanie mi brakowało. Do tego jest pierwszym miejscem, które jest na tyle dobre, że nie żal mi żadnego z poprzednich zajmujących lokal na Skłodowskiej. Oczywiście ja w tym wpisie skupiłam się na słodkim, ale bardzo polecam też ich makarony – makaron z tuńczykiem i cynamonem jest chyba najlepszym makaronem jaki jadłam we Wrocławiu. Tylko przygotujcie się! Podobnie jak w przypadku tart – porcje są ogromne! 😀

Reklamy

Mrożonki. Wrocław Coffee Marathon – Egg Cafe

    Wietnamska kawa mrożona na mleku skondensowanym z odrobiną cynamonu i kokosowy, karmelkowy slice serwowany z kostkami galaretki malinowej, kremem mascarpone i świeżymi malinami

Na festiwal kawy Egg Cafe przygotowało następujący zestaw:

  • Wietnamska kawa mrożona na mleku skondensowanym z odrobiną cynamonu
  • Kokosowy, karmelkowy slice serwowany z kostkami galaretki malinowej, kremem mascarpone i świeżymi malinami

Jak dla mnie wspaniały zestaw, zarówno wizualnie, jak i smakowo. Do przyjścia najbardziej zachęciła mnie kawa z cynamonem (którego niekoniecznie była tylko odrobina ❤ ) i z mlekiem skondensowanym. Dzięki temu mieliśmy kilka różnych smaków kawy w zależności od tego ile już wypiliśmy 🙂

Jeżeli o deserek chodzi to połączenie galaretki malinowej z orzechami dało efekt łączenia masła orzechowego z owocami, a jak dobrze wiemy to świetnie działa. Do tego dostaliśmy małe, kruche ciasteczka zdominowane przez gorzką czekoladę i mascarpone z malinami. Świetna propozycja bo mamy dużo małych i różnorodnych rzeczy do spróbowania 😀

Wróciłabym po więcej, ale festiwal zdążył się skończyć 😐

Mrożonki. Wrocław Coffee Marathon – Cafe Borówka

Malinowy Jazz, czyli puszyste połączenie kawy mrożonej z musem malinowym oraz lody śmietankowe w słodkiej chrupiącej skorupce

Drugim miejscem, które odwiedziłam podczas tego maratonu była Cafe Borówka

  • Malinowy Jazz, czyli puszyste połączenie kawy mrożonej z musem malinowym
  • Lody śmietankowe w słodkiej chrupiącej skorupce

Zacznę może od lodów, które jak dla mnie były strzałem w dziesiątkę. Niby zwykłe lody śmietankowe, obtoczone w płatkach kukurydzianych i jeszcze domrożone, ale były wyjątkowo dobre. W szczególności ta gałka, która poza płatkami miała jeszcze cynamon ❤

Kawka za to wypada kontrastowo słabo. W sensie jest ok, ale przy tak świetnym deserze jest drobnym zawodem. Lepiej mogłoby tu zadziałać zrónicowanie gęstości tak żeby kawa nie mieszała się z musem. Jednak muszę przyznać, że wyglądało to bardzo elegancko 🙂

Jak dla mnie bardzo fajna opcja do spróbowania. Na lody bym wróciła, na kawkę niekoniecznie ^^’

Mrożonki. Wrocław Coffee Marathon – Parrot Coffee

Papuzie Espresso Tonic i tropikalne Brownie Muffin

Prawie doszło do tego, że w ogóle nie wzięłam udziału w Festiwalu Kawy, zwanym aktualnie Maratonem (z czym po ostatniej edycji zdecydowanie się zgadzam ^^’), ale na szczęście mimo wszystkich przeciwności losu udało mi się odwiedzić parę miejsc 🙂

Zaczęłam od Parrot Coffee, które oferowało:

  • Papuzie Espresso Tonic
  • Tropikalne Brownie Muffin

Kawa nawiązywała kolorystycznie do papużek, które przez większość dnia przebywają w kawiarni. Jak dla mnie świetny pomysł, zwłaszcza że dodatkowo zestaw staje się bardziej „wakacyjny”. Jeżeli chodzi o połączenie z tonikiem to jest ono sprawdzone przez wiele ludzi i musiało zadziałać, w szczególności że póki całość się nie wymiesza można się przerzucać pomiędzy gorzką kawą, a słodkim syropem i na zasadzie kontrastu wzmacniać każdy z przeciwnych smaków. Bardzo fajną sprawą jest też to, że kawa do papużek dostarczana jest przez G Coffe Company, które osobiście bardzo lubię.

Do tego zestaw przewidywał muffinkę i o ile faktycznie było to brownie to ciężko mi tu zauważyć tą tropikalność. Na zdjęciach czasami pojawiało się kiwi, więc domyślam się że to o to mogło chodzić. Być może zostało ono zjedzone przez papużki D: (ale jestem w stanie im wybaczyć bo zdążyłam je polubić 🙂 ). Pomijając to muffinka była mocno czekoladowa, w konsystencji brownie na górze, a na dole troszkę za sucha, troszkę bardziej w stylu murzynka niż brownie. Faktycznie brakowało tu jakiegoś owocka czy ziarenek (choć tym też mogłyby się zająć papużki), ale fajnie czasem zjeść coś prostego i nie powydziwianego 🙂

Ogólnie bardzo sympatyczne miejsce, choć chwilami głośne ^^’. Wybierałam się tam od paru miesięcy i cieszę się, że fes… ekhm… maraton w końcu mnie do tego zmotywował 🙂

 

 

Festiwal Śniadań 2018

Niestety nie miałam okazji wziąć udziału w festiwalu na tyle na ile chciałam ale w dwa miejsca udało mi się wpaść 🙂

Dwie kromki chrupiącej chałki, zielenina, pomidorowa salsa, bekon, 2 jajka sadzone, sos cheddar, słonecznik

Lot kury zaproponował na festiwal dwie kromki chrupiącej chałki, zieleninę, pomidorową salsa, bekon, 2 jajka sadzone, sos cheddar, fistaszki. JA akurat zamiast fistaszków dostałam słonecznik, ale nie narzekam. Zestaw bardzo dobry i przerażająco duży, ale chyba wart czekania 40 minut ^^

Słodka chałka zaskakująco dobrze komponuje się z resztą. Bekon z jajkiem to oczywiście klasyka więc nic nie mogło pójść żle. Zieleniny i ziarenek mamy niby mnóstwo ale dodają do najwyżej konsystencji bo w smaku trochę giną.

Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to sos, Jedzony osobno smakował trochę sztucznie 😐

3 pancakes podawane na ciepło z jogurtem naturalnym, konfiturą truskawkową, płatkami musli oraz miksem owoców (truskawka, borówka, malina)

Za to na przedstawiciela słodkich śniadań wybrałam Etno Barbarę, które zaproponowało 3 pancakes podawane na ciepło z jogurtem naturalnym, konfiturą truskawkową, płatkami musli oraz miksem owoców (truskawka, borówka, malina).

Naleśniki smakowały trochę bardziej pełnoziarniście niż jak zwykłe pszenne placuszki, ale to w sumie dobrze :). Do tego moje ukochane borówki amerykańskie i granola przez co w sumie dostajemy dwa śniadania w cenie jednego – pankejki i jogurt z granolą 🙂

Mimo mojego zamiłowania do rzeczy słodkich, na śniadanko wybrałabym zestaw z Lotu Kury, ale na kolację wpadłabym do Barbary (choć ich Cold Brew na noc bym nie piła :D).

Gorąca czekolada z Mleczarni <3

Rysunek gorącej czekolady w wysokim kubku z bitą śmietaną i ciasteczkiem w kształcie serca

Do Mleczarni wybierałam się od dłuższego czasu, bo została mi polecona jako miejsce, w którym można dostać bardzo dobrą gorącą czekoladę.

Faktycznie jest ona bardzo dobra. Do tego jest gęsta i jest jej dużo 🙂
Podawana jest z korzennym ciasteczkiem – gdy zamówi się wersję z bitą śmietaną jest ono wtykane na górę deseru, a przy wersji bez niej – kładzione na filiżance 🙂
Co prawda powoli zbliża się czas chłodniejszych deserów, ale i tak zdecydowanie polecam ❤

Francuskie śniadanie w Charlotte

Rysunek koszyka pieczywa, słoika miodu, słoika konfitury pomarańczowej, czajniczka z herbatą i filiżanki

Śniadanie na mieście dalej rezerwuję sobie na szczególne okazje, choć zbliżający się Festiwal Śniadań może to zmienić 🙂

W każdym razie, w końcu wybrałam się do Charlotte, o którym słyszałam już wielokrotnie i to głównie pozytywne opinie. Zaskoczył mnie trochę dość surowy wystrój, w szczególności nie odgrodzona część kuchenna. Dla niektórych może być to oczywiście dodatkowa atrakcja, bo mogą sobie popatrzeć jak przygotowywane jest ich jedzenie, dla mnie jednak troszkę psuje to estetykę całego wnętrza.

Zamówiłam sobie „Śniadanie z jajkiem” i dosatałam tak dużo rzeczy, że nie dość, że ledwo zmieściły się na małym stoliczku to nie zmieściły się na jednej ilustracji 😀

Na zestaw składa się oczywiście jajko (sadzone lub gotowane), koszyk pieczywa, domowa konfitura, czekolada lub miód oraz dowolny napój gorący.

Rysunek jajka na miękko z pomidorkami koktajlowymi oraz kromki chleba z konfiturą pomarańczową

Miałam oczywiście ochotę na czekoladę, ale akurat się skończyła, co w sumie jest wskazówką na to, że jest bardzo dobra ^^ Pozostała mi więc komfitura pomarańczowa i miód lawendowy. Do tego wybrałam jajko sadzone i zieloną herbatę różano-lawendową.

Na pewno sama z siebie nie zdecydowałabym się na konfiturę pomarańczową, więc może to i lepiej że nie było czekolady, bo konfitura okazała się bardzo dobra. Świetnie pasowała do świeżutkiego, chrupiącego chleba. W sumie ten chlebek można spokojnie jeść z samym masłem (które też dostajemy 🙂 ).

Miód lawendowy, poza tym że był bardzo dobry sam w sobie, był świetnym dodatkiem do lawendowej, zielonej herbaty 🙂

Na sam koniec zostaje jajko na twardo z wolnego wybiegu. Zaskoczyło mnie trochę, że białko było chrupiące, ale ogólnie super propozycja 😀

Co prawda wydawanie 19 złotych na śniadanie wydaje mi się lekką przesadą, ale na szczególne okazje zdecydowanie polecam 🙂 Sama muszę się jeszcze kiedyś wybrać żeby w końcu spróbować ich czekolady ❤