Wesołych Świąt!

Ilustracja kubeczka z Wrocławskiego Jarmarku Bożonarodzeniowego nie jest moją jedyną artystyczną tradycją świąteczną! Co roku staram się również równo nałożyć czekoladę na pierniczki, a potem jeszcze zrobić w miarę ładne zdjęcie! 😀

Cóż… może za rok się uda! 🙂

Wesołych świąt wszystkim! Wszystkiego najsłodszego! 😉

Wrocławski Jarmark Bożonarodzeniowy 2022 – Kubeczek

Kontynuując świąteczną twórczość, przedstawiam Wam tegoroczny kubeczek z Wrocławskiego Jarmarku Bożonarodzeniowego! Większość osób pije z niego grzane wino, ale moją preferencją nieustannie pozostaje gorąca czekolada z bitą śmietaną!

Czy ta czekolada jest w jakikolwiek sposób szczególna?
Nie.
Czy bym ją komuś polecała?
Niezbyt.
Ale czy mimo to każdego roku kupuję przynajmniej jedną?
A i owszem!

Za każdym razem piszę to samo, więc nie ma tu nic odkrywczego. Jaki jest Jarmark, każdy widzi. Jeśli było się na nim w poprzednich latach, to nie ma tam wielkich zaskoczeń. Jednak myślę, że to właśnie o to chodzi. W końcu jest to jakaś moja Drogo-Szkicownikowa tradycja żeby się na nim pojawić i naszkicować charakterystycznego bucika. A sama gorąca czekolada, mimo że wyjątkowa nie jest, to też nic szczególnego nie można jej zarzucić. 🙂

I tak właśnie do mojego szkicownika wskakuje już czwarty jarmarkowy kubeczek, mam nadzieję, że nie ostatni! 😉

Vroclinki – Wrocławskie Pralinki

W tym roku ilustracje z cyklu Drogi Szkicowniku powstają dosłownie i w przenośni „od święta”, więc tym bardziej cieszę się, że nadszedł w końcu adwent 😀

I to właśnie adwent zmotywował mnie, żeby w przerwie pomiędzy otwieraniem okienek z czekoladkami, w końcu znaleźć legendarne Vroclinki. Już wielokrotnie trafiały one na moje listy miejsc do odwiedzenia, ale zawsze jakoś ostatecznie nie były mi po drodze… Okazuje się jednak, że dość często przechodziłam prawie obok ich sklepu firmowego, więc aż dziwne że zajęło dobre 3 lata żeby w końcu zawitać do środka!

Trochę się spodziewałam, że nakupię różnych świątecznych pralinek, ale mimo przeogromnego wyboru, żadna z propozycji nie była szczególnie bożonarodzeniowa. Moją uwagę za to zwróciły czekolady z Lentilkami, bo nie dość, że wyglądały uroczo, to spodziewałam się, że będą mi bardzo smakować. I faktycznie tak było! Z resztą co tu może pójść nie tak – czekolada z czekoladowymi drażetkami to klasyk, który można zepsuć tylko złej jakości czekoladą, a tutaj zdecydowanie nie ma takich problemów. Dodatkowo urzekło mnie to jak te drażetki układają się w coś na kształt łańcucha świątecznego! Aż chciało się brać akwarele do ręki i ilustrować. 😀

Nie chciałam kupować jakoś dużo czekolady, bo przede mną i tak najbardziej czekoladowy okres w roku, ale jak zobaczyłam czekoladowe kredki to już wiedziałam, że muszę wrócić do domu przynajmniej z jedną taką paczką. Nie dość, że pięknie wyglądają i przemawiają do mojej artystycznej części to jeszcze są świetnym zestawem degustacyjnym! Dzięki niemu można spróbować czekolady białej, mlecznej, gorzkiej, karmelowej i ruby. Moimi faworytami są mleczna i karmelowa, ale każdy ma swoje smaki i gusta 😉 . A jeśli się zastanawiacie czy faktycznie można nimi pisać, to podpowiem że o ile kredka z gorzkiej czekolady daje radę, to ruby i mlecznej już prawie nie widać, a reszty nie widać wcale. Niemniej jednak wszystkie prezentują się świetnie i na pewno sprawdzą się jako prezent dla wszystkich artystów lubiących słodkości. 😉

Cenną informacją dotyczącą Vroclinek jest też to, że można u nich nabyć kuwerturę czekoladową, która przyda się wszystkim, którzy, tak jak ja, uparcie dekorują świąteczne pierniczki czekoladą. Niestety w tym roku już się zaopatrzyłam w zapasy z innego źródła, ale następnym razem zdecydowanie kupię ją we Vroclinkach. 😀

A na pralinki jeszcze wrócę! Tylko będę potrzebować z pół godzinki żeby się zdecydować. ^^’

Wesołych Świąt!

Wesołych Świąt Wielkanocnych!

Tym razem pisanka została „polana” karmelem i przyozdobiona borówkami, czekoladą i listkami mięty 😉

Ciężko się przerzucać na kryjące farby raz do roku po korzystaniu tylko i wyłącznie z półprzeźroczystych akwareli, ale zawsze jest to wielka przygoda! W tym roku szczególnie, bo zadowalająca pisanka wyszła dopiero za drugim razem… Losy pierwszej niech pozostaną owiane cukrową mgiełką tajemnicy 😐

On zmywa a ona je donuty!

Dzień mamy jaki mamy, ale być może tym bardziej postanowiłam pójść do pobliskiej cukierni po donuty i je zilustrować. Rysowanie i ciastka są jednak bardzo uspokajającym połączeniem, więc jak ktoś dziś nie ma już pomysłów jak się choć trochę zrelaksować to może spróbować mojego sposobu ^^

Ale przechodząc do tej przyjemniejszej części! Tym razem dałam szansę donutom z cukierni On zmywa, którą dobrze znam z ich świetnych cake pops. Jeden był polany białą czekoladą oraz posypany płatkami kwiatów i pistacjami, a drugi został polany białą czekoladą z herbatą matcha oraz posypany lolifizowanymi truskawkami i guziczkami białej czekolady. Nie miały żadnego nadzienia, ale i tak bardzo mi smakowały! Z małym marginesem przewagi wygrywa dla mnie ten z białą czekoladą, ale to pewnie sprawka pistacji. Samo ciasto było trochę twardsze niż donuty i pączki, do których jestem przyzwyczajona, ale nie uważam tego za minus 🙂

Jeśli czytacie to tuż po publikacji to jeszcze powinniście zdążyć zgarnąć takie donuty, a jak nie to i tak warto się wybrać do On zmywa bo może akurat będą. A jak nie będzie to będą inne, świetne wypieki 😉

Wrocławski Jarmark Bożonarodzeniowy

Już po raz trzeci postanowiłam naszkicować charakterystyczny „bucik” z Wrocławskiego Jarmarku Bożonarodzeniowego. Udało mi się przyjść zanim pojawiły się kubeczki z 2021 roku, a kiedy byłam drugi raz były już tylko z 2017 (który zresztą już narysowałam), więc ostatecznie naszkicowałam kubeczek z 2020 roku. Jednak patrząc na zdjęcia najnowszych kubeczków wydaje mi się, że wzór jest dokładnie ten sam…

Jeżeli ten krótki opis wydaje się chaotyczny to dlatego, że cała sytuacja tak jest. Widziałam, że kolekcjonerzy są bardzo sfrustrowani tym, że nie udało im się zdobyć swoich kubeczków i jako była kolekcjonerka (choć akurat nie kubeczków), wiem że to może bardzo boleć 😦

Tradycyjnie mogę też napisać, że czekolada, którą można w tych kubeczkach kupić, nie jest najlepsza na świecie, ale mogę też powtórzyć, że zdecydowanie nie o to w tym wszystkim chodzi. Mimo wszystkich kontrowersji, całkiem lubię ten Wrocławski Jarmark. Ma swój urok 🙂

Oby za rok udało mi się złapać kolejny kubeczek do szkicownika!

Paloma Coffee wrzuciła mi sosnę do herbatki!

Wiem, że ten clickbaitowy tytuł jest piękny, nie musicie mi o tym pisać 🙂

Piękny jest też napar z pęków sosny, który przyciągnął mnie do Paloma Coffee. Jak widać na ilustracji, podawany jest w nietypowy sposób – w zlewce z gałązką tymianku. Oczywiście filiżance też nie można odmówić wrażeń estetycznych, ale jednak cieszę się, że całość została podana w czymś przeźroczystym i można było się nią pozachwycać 🙂

Smak też jest dość nietypowy. Na początku zaniepokoił mnie lekko mentolowy zapach, ale okazało się że zupełnie nie mówił nic o smaku! Był faktycznie leśny, ale nie aż tak intensywnie jak bym się spodziewała. Całość była też bardzo słodka, ale bez większej przesady. Nie jest to też zbyt rozgrzewająca propozycja, ale powiedziałabym że bardzo relaksująca i mimo że może się to wydawać sprzeczne – orzeźwiająca 😀

Bardzo lubię próbować takich ciekawostek! Palomę też lubię i mam nadzieję że w końcu uda mi się załapać na ich Nitro 😉

P.S. Jak brakuje Wam pomysłu na prezent pod choinkę to koniecznie obczajcie ich Super Świąteczne Boksy!

Góra naleśników w Mr. Pancake

Optymistyczne napisy zapowiadające pojawienie się dość znanej miejscówki z pankejkami już niemal na dobre zadomowiły się w okolicach rynku wrocławskiego, ale ostatecznie pojawiło się i samo Mr. Pancake. Oczywiście wszystkie food pornowe miejsca od razu zwracają moją uwagę, ale tak to w życiu bywa, że jeszcze chwili potrzebowałam żeby się tam wybrać. Liczyłam trochę, że początkowe tłumy się rozrzedzą, ale wszystko wskazuje na to, że to jeszcze długo nie nastąpi. Zupełnie mnie to nie dziwi – na miejscu nie dość, że wita nas piękny pastelowy wystrój (z huśtawkami jeśli akurat będziemy mieli szczęście trafić na puste!) to jeszcze można tam zjeść szaloną pizzę, wypić drinka z bańką mydlaną i oczywiście zasłodzić się górą naleśników! ^^

A góra naprawdę jest potężna i wiele osób, które akurat mnie otaczało nie było w stanie dokończyć swojej porcji. Mi na szczęście przesłodzenie nie jest straszne, więc bez problemu pokonałam całe Sneaker Boyz, z dodatkowymi borówkami i popcornem. A domyślnie w zestawie mamy sos karmelowy, orzeszki, lody śmietankowe, precelki i kawałki batonika snicers. Całość jest oczywiście super słodka, ale przełamana odrobinką słoności precelków (popcorn był słodki jak coś 😉 ). Borówki próbowały wnieść trochę kwaskowatości, ale zdecydowanie było ich za mało żeby osiągnąć większy sukces… Jeśli o same pankejki chodzi to były bardzo puszyste, ale może odrobinkę za suche. Same prawdopodobnie by nikogo nie zachwyciły, ale do Mr. Pancake nie przychodzi się na same naleśniki tylko na te wszystkie kolorowe i przesadne dodatki! 😉

Nie ma co ukrywać, że pierwszą rolą takich zestawów jest cieszyć oczy, a niekoniecznie kubki smakowe, ale chętnie kiedyś jeszcze wpadnę na bardziej owocowe i mniej wizualnie powalające opcje (choć nie powiem, zestaw Original Foodporn zdobyła moją ciekawość). Wersja z jajkiem i bekonem, również brzmi bardzo zachęcająco 🙂

Swoją drogą, rysowanie popcornu jest tak niesamowicie trudne, że aż jestem zafascynowana tym zjawiskiem! 😀

Urban Coffee Marathon – Relax – YUZU Cafe

Rysunek kawy i ciasta z Yuzu Cafe

To już prawdopodobnie ostatnie miejsce w ramach Urban Coffee Marathon, które zilustrowałam. Jest nim YUZU cafe, które swoim położeniem na obrzeżach miasta (przynajmniej w moim postrzeganiu Wrocławia) zafundowało mi wycieczkę rowerową. Ale w sumie, była to całkiem przyjemna okolica do przejechania i zawsze warto się trochę poruszać 🙂

Na Marathon YUZU cafe przygotowało cappuccino na ziarnach Brazylia Patrocinio, z autorskim syropem lawendowym, cukrem z karmelizowanej skórki cytrynowej i kurkumą oraz biszkopt szpinakowy z dodatkiem melisy i delikatnym kremem cytrynowo lawendowym. Może zacznę od kawy – lawenda faktycznie była mocno wyczuwalna, zwłaszcza gdy chrupnęło się jej kawałek z posypki. Cytryna za to była bardzo delikatna, ale i tak nie ginęła tak jak kurkuma (choć to akurat dobrze, bo nie jestem jej największą fanką ^^’). Jeśli o ciasto chodzi, to dla równowagi tutaj cytryna jest mocno wyczuwalna, a lawenda z melisą zdecydowanie mniej. A żeby było jeszcze bardziej ziołowo, to deser został ozdobiony dodatkową lawendą, rozmarynem i listkiem mięty. Zdecydowanie relaksujący i bardzo smaczny zestaw 😀

Jednak nie tylko deser był ładnie ozdobiony! Cały wystrój kawiarni jest warty uwagi. Idzie on w trend urban jungle, co oznacza kilka monster, a jak może ktoś pamięta bardzo lubię monstery (a jak ktoś nie wie o co chodzi to zapraszam to zapoznania się z filmikiem na YouTube „Potworne monstery i jak je znaleźć” 😉 ).

Myślę, że YUZU cafe może zostać celem jeszcze kilku moich wycieczek rowerowych. Deserki za ladą wyglądają bardzo zachęcająco, wystrój jest świetny, a obsługa, choć lekko roztrzepana, to bardzo sympatyczna :D.

A jak ktoś się zastanawia gdzie na tym blogu pojawiło się już yuzu, choć w swojej owocowej formie, a nie kawiarnianej to może sobie odświeżyć moją recenzję japońskich Kit Katów 😉

Urban Coffee Marathon – Relax – Folgujemy

Maraton kawy trwa i dzięki temu odwiedziłam Folgujemy, w którym nie byłam chyba od czasu odbierania boksa jesieniary rok temu. A szkoda, bo zawsze warto tam wpaść, zwłaszcza jeżeli ktoś jest na diecie ketogenicznej albo chce z taką osobą zjeść dobre ciacho 😉

A w ramach festiwalu mamy tutaj canollo oraz kawę przelewową Brazylia z mleczkiem skondensowanym i espumą truskawkową. Deserek naprawdę świetny, pełen kremu z ricotty i, co mnie najbardziej zaskoczyło, kawałków czekolady w tym kremie! Całość otacza chrupiące ciasto, a na dodatek mamy tu odpowiednią dawkę cynamonu (a przypominam, że Urban Coffee Marathon Felicita nauczył nas, że cynamon = szczęście!). Kawa kontynuuje trend kaw owocowych, tym razem stawiając na truskawkę. Najczęściej nie mieszam tego typu wynalazków żebym mogła pić coraz słodszą kawę, ale biorąc pod uwagę, że kawa była ciepła, mleczko bardzo gęste, a truskawka tak spieniona, że trudno było się przez nią przebić, zdecydowałam się zaryzykować. Była to bardzo słuszna decyzja! Całość smakuje trochę jak koktajl truskawkowy, trochę jak kawa i lekko jak gorąca czekolada (pewnie z powodu posypania jej czekoladą). Zdecydowanie warto spróbować 🙂

Folgujemy nigdy mnie nie zawiodło, więc oczywistym było, że zestaw będzie świetny. Serdecznie wszystkim polecam przekonać się o tym samodzielnie 😀

Urban Coffee Marathon – Relax – Tortownia Macaron Present

Drugim miejscem, które odwiedziłam w ramach Urban Coffee Marathon była Tortownia Macaron Present. Turkusowy rower przy ich wejściu już wielokrotnie zwracał moją uwagę, ale jakoś nigdy nie sprawdzałam czego strzeże. A niesłusznie, bo Tortownia jest pełna przepięknych słodkości, w szczególności makaroników, które jakoś rzadko się u mnie pojawiają, mimo że najczęściej są i piękne i pyszne.

Jednak nie podejmowałam tym razem żadnych ciężkich wyborów bo weszłam do Tortowni już zdecydowana na zestaw festiwalowy. Zawierał on Almond Bubble Coffee oraz Himalayan Salt Macaron. Zaznaczę od razu, że zestaw zawiera tylko jednego makaronika, ale podobnie jak osoba robiąca zdjęcie promocyjne, uznałam że zestaw dużo lepiej się prezentuje jak makaroników jest więcej. (W szklanej, wypukłej szklance również prezentuje się lepiej niż tutaj przedstawione, ale nie chciałam przesadzać z odbieganiem od rzeczywistości ^^).

Przechodząc jednak do smaku, wielokrotnie piłam już Bubble Tea, więc nie jest zaskoczeniem, że Bubble Coffe również bardzo mi smakowało. Jedyne co to musiałam je sobie trochę dosłodzić, ale zdecydowanie lepiej jak ja dosłodzę niż jak ktoś będzie czuł potrzebę odsłodzenia (choć karmelowy syrop mógłby tu baardzo pasować). Jeśli chodzi o wybór mleka, to jakoś nie było mocno wyczuwalne, więc myślę, że był on trafiony.

Zdecydowanie główną rolę gra tutaj makaronik. Przełożony został kremem czekoladowym, karmelem oraz chrupiącymi kuleczkami, a jakby komuś było mało czekolady, to jest on jeszcze polany czekoladą, a następnie obtoczony w orzeszkach ziemnych. Być może samo ciasto też jest czekoladowe, ale przy takiej jej ilości w innych miejscach, trudno mi już było to ocenić. Do tego całość ma jeszcze odrobinkę soli himalajskiej, co jest w tym wypadku dobrze pasującym akcentem. Chciałabym się jednak na chwilę zatrzymać przy karmelu, bo gdy tylko go spróbowałam przypomniały mi się czekoladki z Dots Chocolate, czyli smak czegoś na kształt domowych krówek. Generalnie – jadłabym łyżeczką gdybym tylko mogła!

Bardzo się cieszę, że Urban Coffee Marathon zachęcił mnie żeby dać Tortowni szansę. Ich propozycja festiwalowa zdecydowanie jest warta polecenia, a słodkości za witrynką zachęcają do ponownej wizyty.

A jeśli ten cudowny karmel sprzedają na słoiczki… to wolę o tym nie wiedzieć! 😀